Część II.
Muszę się wreszcie zdobyć na odwagę i szczerze porozmawiać z rodzicami.
Tak! Jestem na to gotowa, teraz, w tej chwili!
Tej sprawy nie mogę zostawić na później..
-,,Mamo. Możemy pogadać?" -zapytałam dość niepewnie.
-,,Jasne, o co chodzi?"
-,,Emmm, uczyłam się pilnie przez cały rok, pomagałam ci w obowiązkach domowych, starałam się być grzeczna i nie sprawiać problemów, czy..."
-,,Mów konkretnie! Nie mam zbyt wiele czasu."-wymamrotała zdenerwowana mama.
-,,Mogę polecieć z babcią do Cartageny? Bardzo mi na tym zależy"
-,,Ależ nie ma mowy! Masz piętnaście lat.. Domem się lepiej zajmij"-odparła wzburzona.
-,,Ale mamo... Zarabiacie z tatą bardzo dużo, więc w czym problem? Tak.. Mam piętnaście lat.. I co z tego. Czym różnię się od innych dziewczyn w moim wieku?
Chciałabym podróżować, zwiedzać i podziwiać zabytki, które oferuje nam natura... Sama powtarzasz, że edukacja jest najważniejsza. A wiesz ile taka podróż daje możliwości? Proszę, zgódź się."
-,, No dobrze. Wieczorem zadzwonię do babci, powiem jej o twoim pomyśle."
Nie panując nad swoimi emocjami, przytuliłam mamę w dowodzie wdzięczności.
Następnego dnia tata oznajmił, że wylot jest 19.07 popołudniu.
Miałam ochotę skakać ze szczęścia!
Wiecie co czuje osoba, która spełnia swoje marzenie?
To coś nieprawdopodobnego. Niczym oaza na pustyni.
Przez kolejny tydzień, starałam się być wymarzoną córką, gosposią, kucharką, sprzątaczką i nianią...
Bałam się, że rodzice zmienią zdanie. Nie mogłam do tego dopuścić..
W nocy, z 18/19 lipca, miałam uroczy sen.
Szłam sama, w nocy. Było tak magicznie.. Księżyc świecił pełnią blasku. Czułam się tak cudownie. Jak ptak, który wzbija się w powietrze. Taka wolna...
Aż nagle wśród przechodniów zobaczyłam Marca. Podszedł do mnie i zaprosił na kawę.
Właśnie wtedy zadzwonił mój cholerny budzik...
-,,No nic, trzeba się spakować"-pomyślałam.
Brakowało mi swobody, odpoczynku, beztroski..
Ten błogi czas, miał zacząć się już za 9h 36m i 10s...
-,,Tonia, proszę zejść na dół! Śniadanie gotowe!"
-,,Dobrze, już schodzę"-odparłam.
-,,Znów kawior? Doskonale wiesz, że go nie cierpię..."-wymamrotałam, z przekąsem na ustach.. -,,Proszę to zjeść, bez dyskusji! Inne dzieci głodują przez wiele dni, a ty nie dość, że masz wszystko, to jeszcze narzekasz.."
-,,Dobre żarty!"-odparłam ze łzami w oczach.
Byłam strasznie zdenerwowana...
Nie miałam ochoty dyskutować z rodzicami, którzy ciągle czegoś ode mnie wymagali.
Chyba będę musiała pogodzić się ze swoim losem...
Wybiła 17.00!
Samolot przygotowywał się do startu. Razem z babcią siedziałyśmy na samym końcu. To znaczy......
babcia tak, ja nie mogłam usiedzieć. Ciągle się wierciłam. Chciałam już być na miejscu...









