sobota, 19 października 2013

Część IV - Szczęściara

Około 23.00 byłam już w pokoju. Nie mogłam ustać na nogach.

-,,Oo wróciłaś! Jak było? Dobrze się bawiłaś?"-zapytała babcia, z promiennym uśmiechem na twarzy.
-,,Tak! Było świetnie! Oprócz tego, że spełniłam swoje największe marzenie, to jeszcze poznałam wyjątkowego chłopaka. Ma na imię Caim"-odrzekłam, trzymając w ręku zdjęcie Shakiry.
-,,Babciu przepraszam Cię, ale jestem potwornie zmęczona, idę się położyć"
-,,Oczywiście, idź, idź, pogadamy rano"-powiedziała ze spokojem.

*Shak, Caim, Shak, Caim*-główny temat, który zajmował większą część moich myśli.


Nadszedł ranek.
Wyglądałam jak potwór.
Dosłownie.... Każdy włos sterczał w inną stronę, miałam podkrążone oczy, wręcz fioletowe, byłam zmęczona. Nie wyspałam się.

-,,Wnusiu, masz jakieś plany na dziś?"-zapytała babcia dosyć nieśmiało.
-,,Idę z Caimem na spacer.. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko"
-,,Ależ skąd! Baw się dobrze"-odparła z uśmiechem.

Bardzo kocham swoją babcię. Jedyna osoba, której ufam w stu procentach. Mogę z nią pogadać o wszystkim.
Przecież na rodziców nie mogę liczyć, o 'przyjaciołach' nie będę wspominać, bo ich najzwyczajniej nie mam..
Dla mnie-liczy się tylko ona, Barcelona i Caim :)
Tak wiem, jestem egoistką. Ale wiecie co? Kocham siebie.
Przynajmniej potrafię walczyć o swoje, nie użalam się, jak 3/4 dziewczyn z mojej szkoły..Żenada.

Do upragnionej chwili zostały 2h. Nie mogłam się doczekać.
Teraz pewnie sobie pomyślicie, że jestem jedną z tych uroczych dziewczyn, które przygotowują się do 'randki' kilka godzin, wylewają na siebie butelkę perfum i nakładają ogromną ilość pudru..
Nie ciągnęło mnie do młodego Hiszpana, ze względu na to, że był przystojny. Nie chciałam też zostać jego dziewczyną.
Liczyłam na to, że chociaż jeden jedyny raz, będę mogła porozmawiać z kimś mądrym i inteligentnym.
W Polsce-ludzie są tak tępi, że momentami zastanawiam się,   czy nie chorują na jakąś chorobę, w dodatku zakaźną.
-"Człowiek uczy się przez całe życie, a i tak umiera głupi"-ALE ŻEBY AŻ TAK? Nie mogłam tego zrozumieć.
Ciekawa jestem, czy Sokrates normalnie funkcjonuje? Być może siedzi teraz w psychiatryku i zaklina całą ludzkość XXI wieku.
No dobra, ale może dość o filozofii, wróćmy na ziemię.

-,,Babciu, dzwonili rodzice?"
-,,Hmm,niestety...nie dzwonili"
-,,Mogłaś to potraktować jako pytanie retoryczne. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby się mną zainteresowali"-odparłam z przekąsem.
-,,Kochanie, jesteś dla nich najważniejsza. Tłumaczyłam ci to. Jesteś już prawie dorosła, powinnaś rozumieć pewne rzeczy"
-,,Ale ja tego nie chcę zrozumieć. Dobra, skończmy ten temat. Idę się przebrać. Za 20 minut przyjdzie Caim"

Po kilku minutach rozległo się głośne pukanie do drzwi.
-'To on'-pomyślałam.

Stał w drzwiach, taki..taki straszliwie zmarnowany. Wyglądał, jakby wrócił z walki gladiatorów. Aa nie, wybaczcie. To nie to państwo.
-Corrida! Tak, to jest najlepsze określenie.

-,,I to mi się podoba! Charyzmatyczna osobowość, zabawny strój, szczere i przenikliwe spojrzenie"-pomyślałam.

Przez całą drogę, do typowego, hiszpańskiego baru, nie zamieniliśmy ani jednego "mądrego" zdania.
Opowiadałam mu o Polsce (w żartobliwy sposób rzecz jasna, w sumie, jak można inaczej opowiedzieć o tym kraju?), o moich znajomych, szkole. Dopiero teraz zauważyłam, zalety ludzi pogodnych, aniżeli nudziarzy z kółka chemicznego.

**
Zamówiliśmy sobie pyszny deser. 
Tortitas de carnaval-najsmaczniejsze danie, jakie kiedykolwiek jadłam. 
Nagle-Caim wyciągnął z kieszeni coś różowego.
Nigdy nie zgadniecie co to było!
Shakira na wczorajszym koncercie miała śliczną, jaśniutką sukienkę. Jako dodatek, na dłoniach zawiązane miała przepaski z identycznego materiału.
Najprawdopodobniej kiedy schodziła do fanów, musiało jej to spaść. Los chciał, aby tkanina trafiła w ręce Caima.
~Dał mi to! Rozumiecie?
Nie wiedziałam, jak mu się odwdzięczę.


Wyobraźcie sobie 15-letnią dziewczynę, która ma na sobie czarny top, z herbem FCB, a na szyi kawałek różowego materiału.
Wyglądałam jak milion dolarów!

Kolejnym punktem wieczoru był deptak.
Był po prostu cudowny! Niewyobrażalny widok.
Zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
Ale najciekawsze było to, że spotkałam mnóstwo ciekawych osobowości.

Nie, nie mówię o multimilionerach, ubranych w shorty za 200
€, ale o normalnych ludziach-artystach ulicznych. Poznałam cudowną Francuzkę. Tryskała energią.
Zauroczyła mnie. Dodatkowo tak pięknie rysowała.
Miała na imię Zaz. Naszkicowała mnie i Caima, na tle romantycznej scenerii. Jak dla mnie, było to dość niesmaczne, aczkolwiek rysunek był tak zaskakujący, że musiałam go sobie zatrzymać.


**
Kilka chwil później, podeszła do mnie przecudna dziewczynka. Miała maksymalnie 8 lat.
Zaczęła coś mówić, ale ja nie znając języka, nie mogłam jej odpowiedzieć.. Na szczęście, był ze mną Caim.
Został moim prywatnym tłumaczem.
Clara, bo tak miała na imię ośmiolatka, poprosiła mnie, żebym zrobiła sobie z nią zdjęcie. Oczywiście się zgodziłam.
Po krótkiej chwili podszedł do niej tata i powiedział, żeby z nim poszła. Dziewczynka pomachała i uśmiechnęła się. Najszczerszy uśmiech pod słońcem!

Na drugim końcu, tego magicznego "chodnika", znajdowała się grupa taneczna. Najlepsza, jaką kiedykolwiek mogłam ujrzeć!
Poruszali się z ogromną gracją. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem!

Pewnie nikt z Was, nie wyobraża sobie mojego szczęścia w tamtym momencie.

-,,Nigdy nie wrócę do Polski. To właśnie tu jest moje miejsce. Nienawidzę kraju, w którym się urodziłam. Tak. Nie jestem patriotką. Ale co z tego? Miliony Polaków, którzy oddali życie za ojczyznę. Dostali za to jakieś wynagrodzenie? Aa, no tak, zapomniałam. Wieloletnie cierpienie swoich rodzin.
Niee, to nie dla mnie"-pomyślałam.

Kocham życie. Kocham Hiszpanię, uwielbiam takich ludzi.
Totalne przeciwieństwo osób, które znam :)

Wracając..
Caim miał dla mnie kolejną niespodziankę..


piątek, 18 października 2013

Część III - najwspanialszy tydzień w życiu



-,,Drinks or Snacks"?-zapytała
stewardessa.

-,,Hello, can you hear me?"


-,,Babciu, ta pani pyta, czy chcesz coś do picia.."
Nie dość, że wszystko dookoła zaczynało mnie denerwować, to jeszcze stałam się prywatnym tłumaczem swojej babci.. Mam dość..

-,,Sok pomarańczowy poproszę"-odrzekła.
-,,What?"-uśmiechnęła się mile wyglądająca pani w niebieskiej spódnicy, zwana potocznie stewardessą.

Oczywiste było, że nie zrozumiała słów babci..

-,,Can I have orange juice, please?"
-,,Ohh yes!"

-,,Babciu, czy ty myślisz, ze żyjemy w XIX wieku, gdzie każdy rozumie się nawzajem? Lecimy samolotem z Brytyjczykami na pokładzie, nie licz na to, że domyślą się o co chodzi 60-letniej kobiecie.."-wymamrotałam zdenerwowana.

-,,Nie złość się.. Wiem, że jesteś strasznie niecierpliwa, ale za 1h powinniśmy wylądować"-odparła


Założyłam słuchawki, włączyłam mój ulubiony kawałek i 'zanurzona w marzeniach'-zasnęłam.

-,,Wnusiu, za 10 minut lądujemy. Zapnij pasy, wyłącz telefon"-poprosiła spokojnym głosem babcia.

'Tak, to już ten moment! Ta chwila. Już za kilka minut będę w cudownej, najcudowniejszej Cartagenie'-pomyślałam.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chyba pierwszy raz od wielu miesięcy.
Był wieczór. Około godziny 20.00, byliśmy już na lotnisku.
Chciałam sobie kupić coś do picia.. aczkolwiek nie znałam hiszpańskiego.. No nic, musiałam sobie jakoś poradzić..
Podszedł do mnie 20-letni mężczyzna. Miał na imię
Gaël. Z pochodzenia był Francuzem, ale od 12 lat mieszkał w Hiszpanii. W tym momencie nasuwa się pytanie, w jaki sposób potrafiłam się z nim porozumieć. Po prostu. Znał angielski na tyle dobrze, żeby zamienić ze mną kilka zdań.
W głośnikach słychać było prawdziwy, hiszpański rock.
Co kilka minut powtarzane było zdanie, które pamiętam do tej pory : La mejor musica de ahora y de siempre :)

-,,Kochanie, pożegnaj się z panem, weź walizkę i chodź. Musimy się zameldować w hotelu"-krzyknęła babcia z drugiego końca poczekalni.
-,,So, nice to meet you, but I must go, bye!"
-,,Bye!"

Miasto nocą było tak magiczne.

Musiałam to uwiecznić. Pierwsze zdjęcie, które zrobiłam tamtego wieczoru, do tej pory wisi na mojej ścianie.


-,,Babciu, czy mogłabym na chwilkę iść na plażę?"-zapytałam.
-,,Umówmy się, że na początku zostawimy bagaże, zjemy kolację i pójdziemy na spacer,ok?"-odrzekła.
-,,Pewnie!"-uściskałam  babcię ze wszystkich sił!

Pokój był przecudny! Wszystko takie czyste i eleganckie.
Na balkonie było jacuzzi.
-,,Chodź, musimy zejść na kolację"-zaśmiała się babcia.
-,,No idę, idę.."-odrzekłam.

-'Jeju, co ja mam wybrać?'-pomyślałam z przerażeniem.
'Raz kozie śmierć.. Może te kalmary będą smaczne?'


,,Kalmary faszerowane ryżem, papryką i owocami morza"-to musiało być pyszne!
Babcia z kolei zamówiła sobie gazpacho.

-,,Proszę chodźmy już"-byłam strasznie napalona na tę plażę!
-,,Dobrze, dobrze. Możesz już iść, tylko poczekaj na mnie przed wejściem do hotelu. Ja tylko wezmę telefon"

Czekając na babcię, zrobiłam masę zdjęć.

Wybrzeże było naprawdę piękne.
Fale rozbijały się o brzeg, a palmy kołysały raz w prawo, raz w lewo.
-'Chciałabym tutaj zamieszkać'-pomyślałam.

-,,Kochanie, jest już bardzo późno, wracajmy!"-powiedziała babcia.
-,,Ale obiecujesz, że jutro z samego rana tutaj wrócimy?"-zapytałam.
-,,Jasne, że tak".

W hotelowym pokoju była gazeta. Wzięłam ją, z nadzieją, że znajdę tam coś ciekawego.
Jedyny artykuł, który cokolwiek mi mówił, a jednocześnie rzucił się w oczy, był o Puyolu :)

Wybiła 1.00.
Położyłam się do łóżka, ale długo nie mogłam zasnąć...
Nawet nie wiem o której godzinie zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, był już ranek.

-,,Wstawaj! Spóźnimy się na śniadanie!"-krzyknęła babcia.

Z prędkością światła ubrałam shorty, top i wybiegłam z pokoju.
Była już 9.00...
Zapomniałam, że dzisiaj, o 9.30 rodzice wysyłają mi pieniądze na koncert. Musiałam iść do banku, ale babci jak zwykle nie spieszyło się..

-,,Babciu, możesz się pospieszyć? Za 4h Shakira gra koncert na plaży, ale żeby na nim być, muszę odebrać pieniądze od rodziców, które będą w banku za 20 minut..."-odrzekłam wzburzona.
-,,Dobrze, nie krzycz. Zaraz pójdziemy!"-odparła.

Po 30 minutach byliśmy w banku. Na konto wpłynęło 6tys. W sumie, to nie wiem, w jakim celu rodzice wysłali mi aż tyle pieniędzy...
Od razu poleciałam na stoisko, w którym sprzedawali bilety.
-,,One ticket, please!"-poprosiłam.


Pomimo tego, że nie było na nim zdjęcia Shakiry, sam w sobie wyglądał cudownie.

-,,Babciu, pójdziesz ze mną na plażę?"
-,,Jasne, że tak. A masz w co się ubrać na wieczorny koncert?"-zapytała.
-,,A poszłabyś ze mną na zakupy?"
-,,Pewnie, że tak. Zresztą wiesz, że nie mogę przebywać długo na słońcu"-odrzekła.

Było strasznie gorąco. Około 40°C.
Jednak nawet tak potworny upał nie przeszkodził mi i babci, w świetnej zabawie.

Pływałyśmy, rozmawiałyśmy i wygrzewałyśmy się na słońcu.
-,,Babciu, nie wiesz dlaczego rodzice nie zadzwonili do mnie ani razu?"-zapytałam ze smutkiem w głosie.
-,,Widzisz...Rodzice są bardzo zapracowani...na pewno zadzwonią! A ty czasami nie powinnaś się zbierać na koncert?"-wyrwała.
-,,No tak! Zapomniałabym! Idziemy na te zakupy?"-uśmiechnęłam się.
-,,Weź tylko ręcznik"

Długo, długo nie mogłam się zdecydować :) Ostatecznie wybrałam piękną sukienkę..
-'Idealna kreacja na wieczorny koncert'-pomyślałam.

Wybiła 16.00. Shakiry jeszcze nie było..
Nie mogłam się doczekać...
Nagle wyszła, piękna, urodziwa, cudowna..

Jej strój po prostu onieśmielał.. Najpiękniejsza kobieta na świecie.


Na szczęście stałam przy samych barierkach.
Obok mnie stał chłopak.
Był bardzo sympatyczny..
Mówił po angielsku, więc bez problemu potrafiłam się z nim dogadać.
Zapytał jak mam na imię, skąd pochodzę itd.
Widać było, że kocha piosenkarkę tak samo jak ja.


'Hey Girl, I can see your body moving
And it's driving me crazy
And I didn't have the slightest idea
Until I saw you dancing' - I like this song :) -powiedział Caim.

-,,Me too"

Po pierwszej części koncertu, Shak się przebrała :)

Dodatkowo, coraz lepiej rozmawiało mi się z Caimem.
Był strasznie sympatyczny.
Umówiliśmy się na spacer.
Nie mogłam się doczekać.

Tak bardzo cieszyłam się, że tutaj jestem.
Na pierwszym planie Shakira, która w rzeczywistości była jeszcze piękniejsza, a na drugim Caim, który nie dość, że był kochany, to jeszcze bardzo przystojny.

W pewnym momencie, gwiazda wieczoru zeszła do fanów. Trzymałam w ręku jej zdjęcie.
A ona, swoją malutką, kochaną rączką wzięła długopis i złożyła na nim swój autograf.
Byłam tak szczęśliwa, że nie panując nad emocjami, przytuliłam chłopaka, który stał obok mnie.
-,,Sorry, I'm sorry!"-zaczęłam przepraszać.
Było mi strasznie głupio.
Caim się tylko szczerze uśmiechnął.

Z niecierpliwością czekałam na nadchodzący dzień :)