Czy kiedykolwiek ktoś z Was, stracił ukochaną osobę ? Jeśli tak, to cholernie współczuję. Ja niestety doświadczyłam tego 3 miesiące temu. Zapowiadało się tak cudownie. Po wielu nieprzespanych nocach, ciągłych rozmyślaniach, wiecznie załzawionych oczach, udało się. Zostaliśmy parą. Na początku myślałam, że było to coś najwspanialszego, byłam strasznie szczęśliwa. Niestety po pewnym czasie zaczęły się schody. Pech czy rutyna ? Sama nie wiem. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że bardziej pech. Pierwsze rozstanie. Porażka. Myślałam o nim dzień i noc. Koszmar. Nikomu tego nie życzę. Jednak los chciał, żebyśmy wrócili do siebie. Znowu banan na twarzy przez cały czas. Pomimo tego, że przyjaciele byli przeciwko naszemu związkowi, nie przeszkadzało mi to, do momentu kiedy zaczęli mi mówić o wielu rzeczach, które w poważnych relacjach nie powinny mieć miejsca. Było mi przykro, ale nie mogłam nic poradzić. Byłam pomiędzy "młotem a kowadłem".. Kochałam go, ale przyjaciele byli, są i będą na pierwszym miejscu. Nikt nie potrafił mi pomóc. Musiałam poradzić sobie sama. Myślicie, że było to takie proste, jakie się wydaje ? Nie. To była najtrudniejsza decyzja jaką musiałam podjąć. Zdecydowałam, że trzeba coś zmienić w swoim życiu. Podziękowałam mu za znajomość. Czy wyszło mi to na dobre ? Myślałam, że tak. Potem z kolei, że to najgorsza decyzja jaką podjęłam, a teraz wiem, że ja tak naprawdę działałam pod "wpływem" innych. Przez te trzy miesiące doszłam do wniosku, że jest on dla mnie kimś bardzo ważnym, ale chcę, żeby był szczęśliwy i on i ja. To najlepsze wyjście z rozumowania "co by było gdyby" ... Mam jednak ogromną nadzieję, że znajdzie sobie dziewczynę wyrozumiałą, wrażliwą i przede wszystkim kochającą. Ja też ogarnęłam się po tym wszystkim i idę do przodu, z pomocą wielu wspaniałych osób. Dziękuję.
czwartek, 28 marca 2013
Czy kiedykolwiek ktoś z Was, stracił ukochaną osobę ? Jeśli tak, to cholernie współczuję. Ja niestety doświadczyłam tego 3 miesiące temu. Zapowiadało się tak cudownie. Po wielu nieprzespanych nocach, ciągłych rozmyślaniach, wiecznie załzawionych oczach, udało się. Zostaliśmy parą. Na początku myślałam, że było to coś najwspanialszego, byłam strasznie szczęśliwa. Niestety po pewnym czasie zaczęły się schody. Pech czy rutyna ? Sama nie wiem. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że bardziej pech. Pierwsze rozstanie. Porażka. Myślałam o nim dzień i noc. Koszmar. Nikomu tego nie życzę. Jednak los chciał, żebyśmy wrócili do siebie. Znowu banan na twarzy przez cały czas. Pomimo tego, że przyjaciele byli przeciwko naszemu związkowi, nie przeszkadzało mi to, do momentu kiedy zaczęli mi mówić o wielu rzeczach, które w poważnych relacjach nie powinny mieć miejsca. Było mi przykro, ale nie mogłam nic poradzić. Byłam pomiędzy "młotem a kowadłem".. Kochałam go, ale przyjaciele byli, są i będą na pierwszym miejscu. Nikt nie potrafił mi pomóc. Musiałam poradzić sobie sama. Myślicie, że było to takie proste, jakie się wydaje ? Nie. To była najtrudniejsza decyzja jaką musiałam podjąć. Zdecydowałam, że trzeba coś zmienić w swoim życiu. Podziękowałam mu za znajomość. Czy wyszło mi to na dobre ? Myślałam, że tak. Potem z kolei, że to najgorsza decyzja jaką podjęłam, a teraz wiem, że ja tak naprawdę działałam pod "wpływem" innych. Przez te trzy miesiące doszłam do wniosku, że jest on dla mnie kimś bardzo ważnym, ale chcę, żeby był szczęśliwy i on i ja. To najlepsze wyjście z rozumowania "co by było gdyby" ... Mam jednak ogromną nadzieję, że znajdzie sobie dziewczynę wyrozumiałą, wrażliwą i przede wszystkim kochającą. Ja też ogarnęłam się po tym wszystkim i idę do przodu, z pomocą wielu wspaniałych osób. Dziękuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz